Basista, który za wszelką cenę chce pokazać, co potrafi, może bardzo szybko przestać być potrzebny zespołowi. Will Lee, jeden z najbardziej doświadczonych muzyków sesyjnych, przypomina prostą, ale trudną zasadę: dobry basista nie tylko wie, co zagrać. Wie też, czego nie zagrać.
To może być jedna z najbardziej irytujących prawd dla każdego basisty, który właśnie nauczył się nowego licku, odkrył możliwości slapowania albo po trzech tygodniach ćwiczenia wreszcie opanował tę cholerną figurę z metronomem.
Nie wszystko, co potrafisz zagrać, trzeba zagrać.
Will Lee wie o tym wyjątkowo dużo. Przez ponad pięć dekad pracował jako basista sesyjny, grając m.in. z Ringo Starrem, Steely Dan czy Acem Frehleyem. Przez lata był również członkiem zespołu Paula Shaffera — najpierw The World’s Most Dangerous Band w Late Night with David Letterman, a później CBS Orchestra w The Late Show with David Letterman.
To oznacza tysiące godzin grania muzyki, w której bas nie ma za zadanie krzyczeć: „Patrzcie, jaki jestem dobry!”
Will Lee: „To jest prawdziwa robota basisty”
W rozmowie z Jordim Pinyolem Lee w charakterystyczny dla siebie autoironiczny sposób powiedział:
„Wspaniałe w tym, że nie potrafię zbyt dobrze grać na basie, jest to, że dzięki temu pozostaję uczciwy i gram prosto”.
Oczywiście Lee potrafi grać na basie. I to bardzo dobrze. Ten żart jest jednak dobrym wprowadzeniem do jego filozofii grania.
Według niego najważniejszym zadaniem basisty nie jest demonstrowanie swoich umiejętności, lecz wspieranie całego zespołu.
„To jest prawdziwa robota basisty: próbować grać tę wspierającą rzecz”.
Tutaj zaczyna się najciekawsza część, bo basista cały czas znajduje się pomiędzy dwoma pozornie sprzecznymi zadaniami: ma coś wnieść do muzyki, ale jednocześnie nie powinien wybijać się w jej aranżu.
„Chodzi o to, żeby cały czas balansować na tej granicy: dostarczać coś od siebie, a jednocześnie coś wspierać. To właściwie niemal to samo. Ale po prostu próbujesz… nie chcesz, żeby było: »O, patrzcie, to ja jestem na tej ścieżce«. Ale jednocześnie chcesz być hojny i dać coś od siebie”.
To jest właśnie różnica między basistą, który gra nuty, a basistą, który gra muzykę.
Możesz wrzucić kolejną ósemkę. Możesz zrobić przejście. Możesz dodać ghost note’a, slide’a, hammer-ona, oktawę, chromatyczne podejście albo popisać się tym patentem, który ćwiczysz od tygodnia. Tylko najpierw warto zadać sobie jedno pytanie: Czy ten numer naprawdę tego potrzebuje?
Bas + perkusja. Tutaj nie ma miejsca na ego
Lee ma również bardzo konkretną radę dla basistów, którzy chcą naprawdę poprawić swoje granie: znajdź dobrego perkusistę i naucz się z nim zgrywać.
W wywiadzie dla For Bass Players Only mówił:
„Upewnij się, że jesteś najgorszym gościem w zespole. Otaczaj się muzykami lepszymi od siebie, jeśli możesz ich znaleźć, bo to zawsze jest świetna zabawa i poprawia twoją grę”.
A potem przechodzi do relacji, która dla basisty jest absolutnie kluczowa:
„Postaraj się znaleźć świetnego, na przykład, perkusistę, zwłaszcza jeśli jesteś basistą. I naucz się z nim zgrywać, koncentrować się na tym, jak ta osoba czuje rytm. Spróbuj nauczyć się przewidywać, gdzie wyląduje jej stopa, bo możesz się do tego dostosować, niezależnie od tego, jaki groove naturalnie grasz, kiedy jesteś sam”.
Można godzinami ćwiczyć groove z metronomem, a potem wejść do sali prób i odkryć, że prawdziwy groove ma imię i nazwisko oraz siedzi za zestawem perkusyjnym.
Stopa perkusisty nie zawsze ląduje dokładnie tam, gdzie spodziewałbyś się jej po samym klikaniu metronomu. Ma własny feeling, własne mikroprzesunięcia i własny sposób prowadzenia rytmu. Dobry basista nie walczy z tym — dostosowuje się do perkusisty i zaczyna oddychać razem z nim.
„Im więcej grasz z innymi, tym lepiej możesz z nimi grać”
Lee zwraca przy tym uwagę na coś, o czym łatwo zapomnieć podczas samotnego ćwiczenia:
„Im więcej grasz z innymi ludźmi, tym lepiej możesz z nimi grać, ponieważ grając samemu, możesz nabrać złych nawyków”.
To trochę brutalne, ale prawdziwe. W domu wszystko działa. Metronom jest punktualny. Loop niczego nie komentuje. Podkład nie patrzy na ciebie z wyrzutem, kiedy po raz trzeci próbujesz wcisnąć tę samą efektowną figurę.
Z żywym zespołem jest inaczej – perkusista może zagrać inaczej niż na próbie tydzień wcześniej. Gitarzysta może zostawić więcej przestrzeni. Wokalista może przeciągnąć frazę. Utwór może nagle potrzebować ciszy zamiast kolejnych nut.
I wtedy okazuje się, że najważniejszym narzędziem basisty nie jest prawa ręka, tylko… ucho.
„Dlatego bardzo zdrową rzeczą jest wejść do pomieszczenia z innymi muzykami i wspólnie stworzyć jakiś dźwięk”.





