Jacek DżejDżej Jędrzejak /Big Cyc/ – wywiad

30 marca 2010 | 12:52

Wywiad z basistą i wokalistą Jackiem Jędrzejakiem znanym bardziej jako Dżej Dżej


„…lubię basistów rytmicznych i efektownych.
Basista nie musi latać po gryfie jak odrzutowiec,
za to powinien współpracować z bębniarzem i wyglądać.
Podstawową sprawą jest jednak to,
żeby gitara basowa wisiała na jajach.
Jeśli ktoś wiesza sobie wiosło pod brodą,
jest dla mnie skończony”.


TopGuitar: To już 20 lat! Pojawiły Ci się siwe włosy?

Dżej Dżej: No pewnie, tyle czasu w polskim „szoł-biznesie”. Każdy by osiwiał. Chociaż podobno ostatnio srebrne lisy są w cenie! [śmiech]

Od 20 muzyka BIG CYCA nie uległa zmianie – od zawsze to punkowo-rockandrollowe rytmy.

To nieprawda, że nasza muzyka się nie zmienia! Wystarczy porównać płytę pierwszą i ostatnią. Oczywiście mamy swoje ulubione patenty, rozwiązania harmoniczne, ale to jest normalnie dla każdej kapeli. Znam zespoły, które są tak przezroczyste, że nikt ich nie zauważa. Jeśli nie masz swojego charakteru, jesteś w tej branży skazany na niebyt. Czasami wymaga to wielkiej odwagi, szczególnie wtedy, gdy nie jesteś już studentem, masz rodzinę, a Twoi koledzy są prezesami w dużych firmach. Musisz liczyć się z tym, że do końca życia będą uważali Cie za frika. My na szczęście nie musimy jeździć na słoniach ani uprawiać jazdy figurowej na łyżwach, żeby ludzie słuchali naszych piosenek. BIG CYC porusza się od lat w pewnej poetyce, ale wydaje mi się, że jest bardzo wyrazisty, wzbudza emocje i kontrowersje, a to w „rokędrolu” jest najważniejsze. Cieszy nas to, że cały czas mamy jeszcze coś do powiedzenia.

Zmieniłeś przez ten czas gitarę basową? Jakie modele przewinęły się przez Twoje ręce?

Tak, wielokrotnie. Pierwsza profesjonalna gitara to Ibanez Musician zrobiony z jednego kawałka, z amerykańskiego klonu plus aktywny Systeme. Dostałem go na trasie w Finlandii od kolesia, który powyciągał z niej progi i nie umiał ich włożyć z powrotem. Dla mnie to był szok, bo takie wiosło było wtedy nieosiągalne. Parę lat później kupiłem sobie Gibsona Grabbera (rocznik 1976) i dwa Fendery Jazz Bassy. Ostatnio współpracuję z Adrianem Maruszczykiem, który zrobił dla mnie bardzo dobre instrumenty. Facet jest świetnym basistą i czuje potrzeby muzyków. To bardzo ważne. Ja w ogóle jestem fanem oldskullowych gitar z klasyczną linią. One dla mnie zawsze brzmią najlepiej.

A wzmacniacze?

Kiedyś to były samoróbki stylizowane na Mesę. Pamiętam, jak jeden zestaw kupiłem od Janusza Niekrasza z TSA. Na tamte czasy grało to świetnie. Później używałem basowej Yamahy, Hartke System, Trace Elliota. Teraz gram na wzmacniaczu Genz-Benz 650 i paczce Ampega. Na próbach używam nieśmiertelnego Peave’a TNT. Każdy basista po wielu eksperymentach medyczno-brzmieniowych i tak skończy na Ampegu. Szczególnie wtedy, gdy gra się na dużych scenach. Dziadki są lekko przygłuchawe, jak się uderzy w struny, to portki musza latać. Poza tym Ampeg ma taką skrzynię, że można na niej postawić sześć browarów i dwa drinki. Do grania klubowego można sobie kombinować jakieś inne zestawiki, bo do baru masz dwa kroki.

Album „Szambo i perfumeria” podtrzymuje tradycję zespołu, uważnie śledzącego anomalia na polskiej scenie politycznej i obyczajowej? Ale na nowej płycie obok premier, mamy także powrót do przeszłości piosenką „Nasz PRL”? Jak ten utwór ma się do obecnej sytuacji?

PRL to taka Autobiografia naszego pokolenia. Kto ma o tym zaśpiewać jak nie my. Po to napi…dalaliśmy się z komuną, rzucaliśmy cegłami w radiowozy, by dzisiaj można było w sklepie kupować płyty OFFSPRING, GREEN DAY i jeździć na koncerty RED HOTÓW do Chorzowa. Oczywiście nie można popadać w kombatanctwo, ale jest to też utwór o generacji, dla której „rokędrol” był sposobem na życie. Nigdy potem ten gatunek muzyki nie był w Polsce tak ważny i popularny. Republiki, TSA, Lady Panków słuchali wszyscy, bo muzyka dawała wtedy ludziom nadzieję. „Szambo i perfumeria” to 15. album BIG CYCA, a pewną nowością jest fakt, że na płycie wystąpili zaproszeni goście. Razem z nami śpiewają Maciej Maleńczuk, Paweł Kukiz, K.A.S.A. i legendarny Jerzy Połomski.

Po raz pierwszy używaliście loopy i sample. Po co Wam to? Czyżby zapowiedź nadchodzących zmian? Eeeeeeeeee!

Samplerów i loopów używamy już od kilku lat. Trzeba być nowoczesnym i iść z duchem czasu. Gdybyś uważał, że Sienkiewicz jest najlepszy i nic nie trzeba zmieniać, to do dziś czytałbyś „Potop”, a nie wiedział nic o Gombrowiczu, Kafce czy Schulzu. W muzyce też trzeba obserwować i słuchać, co w trawie piszczy. Miles Davis na „Tutu” zagrał numer Michaela Jacksona i też można zapytać, po co? Każdy z nas potrzebuje stymulacji, nie można przez sto lat kręcić czarno-białych filmów – trzeba się rozwijać! Znakomitych kapel są na świecie tysiące, a Ci najwięksi to wypadkowa, która zasysa z nich krew i na tej bazie robi płyty przechodzące do historii.

Jako basista grasz tematy punkowo-rockandrollowe. Często widzę kostkę w Twojej ręce – czy zdarzało Ci się grać palcami?

Palcami gram bardzo często w CZARNO-CZARNYCH, szczególnie w spokojniejszych kawałkach. Kiedyś nagraliśmy płytę „Sułtani swingu”, na której wykonujemy nowe wersje starych polskich piosenek. Tam prawie wszystkie numery gram palcami. Kostka daje właściwą artykulację i dużą precyzję, dlatego w BIG CYCU sprawdza się dużo lepiej.

Czy jako bass player stawiałeś sobie kogoś za wzór? Pomijając Twojego idola ostatnich miesięcy – Ojca Rydzyka?

Lubię basistów rytmicznych i efektownych. Basista nie musi latać po gryfie jak odrzutowiec, za to powinien współpracować z bębniarzem i wyglądać. Lubię Roberta Trujillo z METALLICY, Tony’ego Kanala z NO DOUBT, Mike’a Dirnta z GREEN DAY czy Fat Mike’a Bruketta z NO/FX. Faceci nie są wirtuozami, ale robią swoje, grają równo i są kreatywni. Lubię też teamy rytmiczne takie jak np. Sly & Robbie. Podstawową sprawą jest jednak to, żeby gitara basowa wisiała na jajach, jeśli ktoś wiesza sobie wiosło pod brodą jest dla mnie skończony.

Dziękuję za rozmowę.

artykuł pochodzi z Magazynu Muzyków TopGuitar numer maj/czerwiec 2008.
autor: Tomek KONFI Konfedarek

Tagi: , ,